Rekrutacja w IT okiem małego żuczka

Jak wspominałam w poście o procesie rekrutacyjnym bardzo lubię chodzić na różnego rodzaju rozmowy rekrutacyjne – w końcu by znaleźć trzeba najpierw szukać! W swojej historii byłam już na rekrutacjach do różnego rodzaju firm i chciałam Ci przedstawić przegląd przebiegu tych rekrutacji wraz z moimi odczuciami i myślami na ich temat.

Case Study 1: Kawiarniane finanse

image

Na swoją pierwszą rekrutację zostałam zaproszona do kawiarni. Słyszałam o takim podejściu z warszawskich opowieści (podobno nawet modne i dobrze świadczące o firmie). Z perspektywy czasu oceniam to rozwiązanie za dobre dla pracodawcy, gorsze dla potencjalnego pracownika. Dlaczego? Cóż jeżeli chcesz się napić (stres + dużo gadania = pragnienie) to musisz sobie zamówić i zapłacić. Co więcej zawsze ceniłam sobie rzucić okiem na już pracujących ludzi w biurze. To istna kopalnia wiedzy – na jakim sprzęcie pracują, co mają na biurkach, jak są ubrani, czy rozmawiają ze sobą i inne obserwacje.

Wracając do rekrutacji odbyła się ona w 2 etapach. Podczas pierwszego spotkania w kawiarni otrzymałam wręcz podręcznikowe pytania: Opowiedz coś o sobie, mocne strony, słabe strony, jak sobie radzisz z nudą pracy testera. Do tego dołączona była 1 kartka weryfikująca znajomość SQL: 2 tablice – jedna z listą pracowników, druga z ich adresami – i wykonanie na nich podstawowych operacji. Drugie spotkanie odbyło się już w sali potencjalnego pracodawcy. Dalej niestety nie mogłam rzucić okiem na innych pracowników. Tu ponownie trzeba było opowiedzieć osobie i padło kilka pytań na temat znanych mi technologii do automatyzacji testów (np. Selenium). Wszystko to odbyło się na przestrzeni 1,5 tygodnia.

Case Study 2: Spowiedź i pokuta

image

Kolejna rekrutacja zaczynała się od e-mailowo dostarczonych zadań praktycznych. W instrukcji znajdowało się między innymi:

  • przykładowe zgłoszenie błędu,
  • rozpisanie przypadków testowych,
  • napisanie fragmentu kodu w dowolnym języku i opisanie jak go testować.

Po odesłaniu rozwiązanych zadań zaproszona zostałam na rozmowę w firmie. Tu spotkałam się z miłym przyjęciem i mogłam poobserwować innych pracowników podczas pracy (choć głownie byli pozamykani w swoich pokojach). Na początek otrzymałam zadanie napisania na kartce kolejnego fragmentu kodu w dowolnym języku. Następnie na rozgrzewkę otrzymałam zadanie znalezienia nie poprawnych rzeczy na wydrukowanej stronie. Sama rozmowa była przeplataniem się pytań miękkich od rekruterki z pytaniami technicznymi od testera. Pytania techniczne dotyczyły głownie technologii webowej i oczekiwano ode mnie wiedzy na takie tematy jak:

  • co się dzieje “w tle” gdy otwieramy stronę
  • adres URL i jego składowe
  • różnica pomiędzy http a https
  • domyślne porty
  • metody POST i GET oraz ich różnice
  • kody odpowiedzi HTTP
  • ataki XSS
  • definicje: CSS, xPath, DOM, selektory id, klasy, AJAX
  • narzędzia wspomagające testowanie webowe oraz jak działają

Widać było, że tester ma listę wiadomości do sprawdzenia i z niej zadaje pytania. Nie mniej nie dał mi odczuć, że brak wiedzy na jakiś temat jest czymś bardzo złym. Ze spotkania wyszłam wyprana i zmęczona, ale mimo wszystko dość pozytywnie nastawiona do firmy (może dlatego, że miałam niskie wymagania).

Na kolejnej i ostatniej rozmowie obecne były już trzy osoby – rekruterka, dyrektor techniczny i osoba z docelowego zespołu do którego miała dołączyć. Tu padały ponownie pytania techniczne ze strony dyrektora technicznego – jednak formułowane w taki sposób, że nie wiem czy na którekolwiek z nich odpowiedziałam z sensem. Dotyczyły w moim odczuciu wiedzy głownie akademickiej i czułam się jak na egzaminie ustnym z technologii informacji czy coś w tym stylu. Przy pytaniu “Jak wygląda funkcja logarytmiczna?” miałam ochotę wstać i wyjść, bo w moim odczuciu minęło się to zupełnie z celem tego spotkania. Oczywiście, czasem na rekrutacji pytający chcą sprawdzić jak zachowa się osoba pod stresem – ale zwykle oznacza to, że pracować również będę w stresie. Emocje, które u mnie się pojawiły to też nie był stres a gniew, że chyba rozmówca uważa mnie za niewykształconą i chce mnie poniżyć.

Z perspektywy czasu – bardzo dużo pytań technicznych, o używane narzędzia, do tego wiedza przekrojowa (programowanie, technologie webowe, bazy danych) a przy tym wszystkim prawie nic na temat testowania. Rekrutacja łatwiejsza do przejścia dla studenta informatyki bezpośrednio po zakończonym procesie nauki niż dla testera bez wykształcenia. No i ten ostatni etap, który z całą pewnością nie odbywał się w przyjemnej i bezpiecznej atmosferze.

Case Study 3: Cisza na morzu

image

To będzie krótki opis, choć rekrutacja była długa. Na początku była rozmowa telefoniczna po angielsku i opowiadanie o swoim doświadczeniu zawodowym. A następnie otrzymałam informację, że moja kandydatura zostaje przekazana do weryfikacji przez zewnętrzną firmę i dalszy kontakt nastąpi po tej weryfikacji. I nastąpił – 2 miesiące później. Wtedy to już nie byłam w najmniejszym stopniu zainteresowana dalszym procesem rekrutacyjnym.

Case Study 4: Zabawmy się

image

Podczas kolejnej rekrutacji otrzymałam pierwsze zadanie: przeanalizować grę pod kątem niedoskonałości i błędów. Zabrzmiało to super i od razu przystąpiłam do działania. Wyznaczyłam sobie czas, usiadłam do gry i zaczęłam spisywać. Następnie ustaliłam priorytety, dodałam screeny, podzieliłam kolorami… I ani wiedziałam a minęły 4 godziny.

Następnie rozmowa w siedzibie firmy z testerem oraz właścicielem produktu. Bardzo przyjemna atmosfera, pytania o znane technologie oraz standardowe: Czy nie przeszkadza Ci monotonia pracy testera? Przy tym pytaniu zawsze poprawia mi się humor. Praca testera wymaga szalonych pokładów kreatywności i niestandardowego myślenia by przewidzieć i wywołać błędy związane ze zmianami. Spotkanie zakończyło się spotkaniem jeden na jeden z kadrami i wymienieniem oczekiwań finansowych oraz oczekiwanej formy współpracy.

Case Study 5: Długo i przyjemnie

image

Rekrutacja rozpoczęła się bardzo miłą rozmową telefoniczną, podczas której zebrane zostały wstępne informacje na mój temat. Następnie zostałam poproszona o wypełnienie 2 kwestionariuszy osobowych i przesłanie ich do firmy. Jeden z nich był ujednolicona wersja CV (rozsądne – w końcu każdy ma inną manierę przygotowania tego dokumentu) a drugi zawierał w sobie kompetencje do określenia w skali od 0 do 4. Umiejętności te były podzielone na następujące działy:

  • generalna wiedza testerska (np. testy bezpieczeństwa, wytrzymałościowe, regresji)
  • narzędzia testerskie (np. JIRA, Test Complete, Jmeter)
  • inne narzędzia (np. MS Excel, Fiddler, SQL Navigator)
  • zarządzanie testami (np. planowanie, raportowanie)
  • metodyki zwinne (np. Scrum)
  • umiejętności miękkie (np. praca zespołowa, prezentacje, asertywność)
  • certyfikaty (np. ISTQB)

W zamian za te dokumenty otrzymałam na maila informatory – o firmie, benefitach i ogólnie o pracy. Bardzo ładnie przygotowane.

W następnej kolejności zostałam zaproszona na rozmowę do siedziby firmy. Tu odbyła się rozmowa z rekruterką, opowieść o moim doświadczeniu, powodach chęci zmiany pracy, używanych technologiach oraz ze dwa zdania w języku angielskim. Wszytko w miłej atmosferze z bonusowym prezentem od firmy w postaci kubka.

Po tej rozmowie czekała mnie telefoniczna weryfikacja moich umiejętności technicznych. Przyznam, że byłam zafascynowana jak można zweryfikować umiejętności techniczne przez telefon. I teraz muszę przyznać – da się. Rozmowa ta przebiegała bardziej w formie spójnej dyskusji i odnosiła się do kolejnych punktów, które oznaczyłam w dokumencie kompetencyjnym. Dało się wyczuć, że druga strona ma ogromną wiedzę i chce tylko dowiedzieć się o mnie więcej – a nie przepytać jak na egzaminie. Świadczyło o tym na przykład to, że gdy nie znałam odpowiedzi na zadane pytanie to mi je podawał.

Ostatnim etapem miał być wybór mojej osoby przez Projekt Managera do odpowiedniego projektu i rozmowa z przedstawicielem firmy u której bym pracowała. I faktycznie otrzymałam telefon od Projekt Managera, który informował mnie co kilka dni o postępach w umawianiu na spotkanie z klientem. Niestety równo miesiąc od pierwszego kontaktu telefonicznego z rekruterką dalej nie miałam konkretnej decyzji dotyczącej zatrudnienia.

Case Study 6: Do odważnych świat należy

image

W przypadku tej firmy zaintrygowało mnie jej pochodzenie – USA. Wszystko brzmi lepiej gdy ma w sobie magiczne słowo “Ameryka”. Na początek był więc wywiad telefoniczny: informacje o moim profilu zawodowym, powody zmiany pracy, oczekiwania finansowe i weryfikacja języka angielskiego. Jak się okazało – w firmie na co dzień używa się właśnie języka angielskiego. Nawet w komunikacji z polskimi współpracownikami. Brzmiało jak wyzwanie!

Pierwsza rozmowa odbyła się z testerem z Kijowa poprzez Skype. Pojawiło się na niej bardzo dużo zagadnień, które miałam okazję poznać na kursie przygotowującym do ISTQB. Pojawiły się również 2 pytania logiczne. A wszystko to po angielsku. Podczas rozmowy pojawiło się kilka żartów, mogłam posłuchać jak się pracuje tak międzynarodowo i w często zmieniających się projektach. Byłam tak podekscytowana nową formą rozmowy, że nie przeszkadzała mi nawet gorączka i katar.

Druga i ostatnia rozmowa przebiegała już z dwoma osobami – Projekt Managerem obecnym w sali oraz Testerem obecnym przez skype. Miałam okazje przekonać się, że pierwsza rozmowa to było tylko lekkie badanie gruntu – tu padały już o wiele trudniejsze pytania, przykładowo:

  • co się dzieje “w tle” gdy loguję się np. na Facebooka,
  • model TCP/IP,
  • czym jest zapewnienie jakości a czym testowane,
  • różnica pomiędzy http a https,
  • metody POST i GET oraz ich różnice,
  • kody odpowiedzi HTTP,
  • różnice pomiędzy testami eksploracyjnymi a ad hock,
  • jakie są rodzaje testów,
  • dlaczego używamy GITa do kontrolowania wersji,
  • kiedy podejmujemy decyzję o wydzieleniu release/wdrożeniu,
  • na czym polega testowanie wymagań,
  • różnica pomiędzy autoryzacją a uwierzytelnianiem,
  • czym jest definition of ready,
  • różnice SQL a NoSQL,
  • na jakiej zasadzie działają indeksy,
  • zadania z prawdopodobieństwa,
  • napisanie kilku zapytań do bazy SQLowej,
  • napisanie fragmentu kodu w dowolnym języku,
  • i wiele innych.

Było to bardzo intensywne 1,5 godziny, po których w mojej głowie kołatały się dwa pytania. Nie omieszkałam ich zadać:

  • czy na prawdę wszyscy testerzy w firmie znają odpowiedzi na te pytania?
  • czy na prawdę wdrażacie nowe funkcjonalności ze znanymi błędami do niego?

Jak się dowiedziałam w odpowiedzi: otrzymałam pytania z trudniejszej grupy by zobaczyć jak wiele wiem. Ważne by popisać się kombinowaniem, logicznym myśleniem i ogólną wiedzą. Gorzej było w przypadku wdrożeń, bo zespoły naprawiają błędy krytyczne i blokery – ale w przypadku pozostałych błędów wygrywa raczej parcie na termin. Uroki Start-upów.

Case Study 7: Idealna rekrutacja

image

Moja osobista perełka. Pierwszy kontakt z firmą był mailowy, podczas którego umówiłam się na spotkanie rekrutacyjne na kolejny tydzień. Otrzymałam mailowo broszurę informacyjną na temat pracy w firmie, benefitów, mapę dojazdu oraz jak przygotować się do rozmowy.

Na miejscu czekała na mnie sala, 2 testerów oraz rekruterka. Najpierw to ja posłuchałam o pracy w firmie z ust rekruterki. Następnie został przedstawiony mi projekt, do którego docelowo miałabym dołączyć. Dopiero później zaczęliśmy rozmawiać o mnie. W luźnej rozmowie przeplatały się pytania techniczne z zakresu ISTQB, krótki test wiedzy o SQL, dopytanie o zainteresowania, chwilowe wyzwanie związane z przetestowaniem strony logowania, pytania dotyczące mojej aktualnej pracy, żarty oraz moje oczekiwania wobec firmy. 1,5 godziny minęło bardzo szybko i zakończyło się indywidualną rozmową z rekruterką już na tematy kadrowe – oczekiwane wynagrodzenie, okres wypowiedzenia i pytania z mojej strony. Zaraz po weekendzie miałam telefon z informacją zwrotną.

Najbardziej podobała mi się atmosfera całego spotkania – już od początku żarty pomiędzy osobami, z którymi rozmawiałam, wprowadziły luźną atmosferę. Rozmówcy byli wyraźnie skoncentrowani i zainteresowani tym, co mówiłam. Nie dawali mi odczuć, że coś powiedziałam nie tak. Co więcej – każda z obecnych osób miała jakąś swoją pasję, przez co szybko znaleźliśmy wspólny język. Podsumowując:

  • czas od zgłoszenia CV do decyzji – 1,5 tygodnia,
  • czas od spotkania do feedbacku – 2 dni,
  • wrażenia po spotkaniu – super czad!
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s